Jest przykładem człowieka, który pokazuje jak daleko można zajść w drodze po sukces. Zdaje się, że jego dotychczasowe osiągnięcia to jedynie początek. W dynamicznie zmieniającej się branży IT ważna jest nie tyle umiejętność programowania, ile zdolność rozwiązywania złożonych problemów. Jak język angielski pomaga mu w dostosowaniu się do ciągłych zmian? Bohaterem dzisiejszego wywiadu jest Marek Foss, absolwent Oxford University Computing Laboratory.


O czym dowiesz się z wywiadu?

  • Jak dostać się na Oxford?
  • Jak różni się język na studiach w Polsce, a w Anglii?
  • Jak nauka angielskiego pomaga w branży IT?

Czym się zajmujesz?

Od lat działam w szeroko pojętej branży IT, skupiając się głównie na rozwiązaniach Web jako full-stack engineer.

Przez 13 lat byłem Chief Web Officerem we francuskiej firmie ProcessOne. Obecnie interesuję się technologią blockchain oraz Ethereum.

 

Studiowałeś na Oxfordzie ?

Tak, po anglojęzycznych studiach inżynierskich Computer Science na wydziale MiNI Politechniki Warszawskiej.

Aplikowałem i dostałem się na studia magisterskie na Department of Computer Science (wtedy ten wydział nazywał się Oxford University Computing Laboratory).

 

Jak wygląda różnica między anglojęzycznymi studiami w Polsce a studiowaniem w Oxford w sferze językowej ?

Ja widziałem dwie podstawowe różnice.

Po pierwsze na anglojęzycznych studiach na Politechnice większość wykładowców była jednak Polakami mieszkającymi głównie w Polsce.

To rzutowało na ich akcent, wymowę i naturalność.

Na ComLabie (Oxford) większość kadry to Brytyjczycy i Amerykanie. 

Po drugie, na Politechnice siłą rzeczy po zajęciach z wykładowcą można było porozmawiać po polsku, a z kadrą administracyjną tylko po polsku.

Na Oxfordzie sytuacja jest odwrotna.

Można dogadać się tylko po angielsku.

Dodatkowo mamy różne akcenty i wymowy z różnych regionów i miast UK, plus wyraźnie różne akcenty i słownictwo studentów, którzy przyjechali z wielu stron świata: Chin, Indii, RPA, USA czy Rosji.

Więc tak naprawdę w Oxie masz codziennie do czynienia z kilkoma rodzajami angielskiego jednocześnie.

Na początku semestru musiałem się nieźle skupiać, żeby wszystkich na pewno dobrze zrozumieć.

To też sprawia, że bardzo szybko poprawiają się własne umiejętności, bo i stajesz się osłuchany, i naturalnie nabierasz lepszej wymowy.

Starasz się naśladować tych, których najlepiej zrozumiałeś, bo mówią najładniej po angielsku.


To jest stereotyp, że w Polsce na studiach IT wysoko stoi?

Na pewno w Polsce jest bardzo duży nacisk na warsztat IT.

Nasze studia nauczą programować i dadzą solidną podstawę mat-fiz.

Na Oxie część osób na Computer Science wydawało się, że w ogóle nie programuje i na zajęciach nie było na to nacisku.

W ciągu całego roku napisałem tylko jeden program w Javie. Sporo kodowałem do magisterki, ale był to mój wybór, nie wymóg. 

Natomiast Oxford kładzie ogromny nacisk na samodzielne rozwiązywanie nieznanych problemów.

W Polsce jest zwyczaj, że tylko zadania wykonywane na ćwiczeniach pojawiają się na egzaminach.

W Oxie odwrotnie — nic, co ćwiczyłeś, nie pojawi się w zadaniach sprawdzających.

Musisz wykazać się zrozumieniem problemu i wymyśleniem rozwiązania. 

To zmienia bardzo mindset.

Nie jesteś już uczniem, który ma coś wykonać po zadanej ścieżce, tylko studentem, który ma sam znaleźć swoją drogę.

W takim systemie też bardzo łatwo wykryć plagiat.


Czyli w Polsce to tak jakby bardziej rzemieślnicze studia?

Miałem w głowie to słowo, ale nie chciałem go użyć.

Jednak tak mi się wydaje.

Mam nadzieję, że przez ostatnie 10 lat coś poszło w kierunku poprawy tego stanu, ale nie śledzę życia Politechniki.


Przejdźmy teraz do spraw zawodowych. Co Ci dały studia w Oxfordzie w aspekcie możliwości znalezienia zatrudnienia? Czasami jest tak, że masz bardzo wąską specjalizację i przez to wręcz nie ma pracy.

Myślę, że Oxford daje świetne możliwości.

Jakby nie było jest to od dekad uczelnia Top 3 w Europie, Top 10 na świecie.

Po jej ukończeniu raczej nie zaczynasz od podstawowych stanowisk.

Na przykład po Comlabie raczej nie będziesz widziany jako programista.

Bardziej jako lider zespołu, projektu, czy analityk. 

Poprzez kontakty wewnątrz uczelni i podczas wielu między studenckich imprez możesz poznać ludzi z innych wydziałów, np. Said Business School, i założyć z nimi startup jako CTO.

Praca w pewnym sensie szuka Ciebie.

Podczas studiów z kolegą z Chin zostaliśmy campus ambasadorami SUN Microsystems i oprócz strony technicznej spróbowaliśmy się też w organizowaniu spotkań studentów z inżynierami z SUNa

Niekoniecznie też branżą musi być IT.

Wokół Comlabu kręci się sporo branży finansowej.

Mój promotor zasugerował mi staż w Oxford-MAN Institute of Quantitative Finance, sponsorowany przez fundusz hedgingowy MAN.

Pomagaliśmy tam jednemu z profesorów przy analizie Big Data danych bukmacherskich: jak zmieniają się zakłady w trakcie przebiegu wyścigów konnych i męczy piłkarskich i czy można coś przewidzieć.

Jak widać problem nie tak bardzo „akademicki” jak mogłoby się wydawać.


Mieszkałeś w wielu miastach w Europie. Czy to oznacza, że mieszkałeś tam, gdzie Twoja praca? Podobno specjalista IT może pracować wszędzie, pod warunkiem, że ma dostęp do internetu.

To prawda, choć gdy ja zaczynałem było to nietypowe.

Tuż po Oxfordzie mieszkałem pół roku w Paryżu i tam znalazłem firmę ProcessOne.

Ponieważ zajmowali się softwarem do komunikacji online, ich zespół w większości był rozsiany po Europie i pracował zdalnie.

Gdy później mieszkałem w Barcelonie czy podróżowałem, było to naturalne, że wszystko odbywa się zdalnie.

Gdy wybuchła pandemia nagle prawie wszyscy przeszli na model pracy, w którym byłem już ponad 10 lat.

Myślę, że wielu się spodobał tak jak mi.

 

Obecnie wiele uczelni przechodzi na studiowanie zdalne. Czy studiując IT forma stacjonarna ma w ogóle jakiś sens według Ciebie?

Moim zdaniem znaczenie ma to, co chcemy osiągnąć.

Żeby zdobyć konkretną umiejętność, jak np. programowanie w danym języku, grafika 3D, obsługa serwerów itp. wystarczy dobry kurs online.

Żeby poznać i zrozumieć zagadnienia matematyczne, fizyczne, biochemiczne itp. w trybie zdalnym jest to trudniejsze i bardziej czasochłonne.

Mimo to dobre wykłady profesorskie online powinny dać radę.

Koniecznie jednak trzeba je wspomóc dobrym systemem testów, bo przy takiej wiedzy sprawdziany najlepiej ją utrwalają.

Natomiast żeby taką już zdobytą wiedzę przekuć na coś kreatywnego, nowatorskiego i przełomowego, atmosfera uczelni i bezpośredni kontakt z ludźmi jest moim zdaniem o wiele lepszy niż formy zdalne.

 

No tak. Powiedz, czym się obecnie zajmujesz?

Jestem na tacierzyńskim (uśmiech) i zgłębiam programowanie na Ethereum.

 

Ethereum?

Kryptowaluta jak Bitcoin tylko działa też jak jeden wielki komputer.

Można pisać krótkie programy (smart contracts), z których mogą korzystać inni ludzie trochę na podobnej zasadzie jak z serwisów internetowych.

Zaczynają to nazywać Web 3.0

 

To już tematyka zbyt trudna dla „szarego człowieka”. Z perspektywy lat, co Ci dała nauka języka angielskiego?

Hmm… wydaje mi się, że skończyłem Pańską szkołę angielskiego razem z maturą, czyli w 2003.

Wygląda na to, że od 18 lat używam angielskiego codziennie czy to pisząc w sieci, czy rozmawiając na uczelni lub w pracy.

Bez angielskiego byłbym jak bez ręki, więc w sumie patrząc z perspektywy czasu jego nauka pomogła mi prawie we wszystkim.

 

Dziś rozmawiałem z mamą 16-letniego chłopaka, który jest w technikum na profilu komputerowym, ale w wolnym czasie wolałby pograć w gry, niż uczyć się angielskiego. Co byś takiemu uczniowi doradził, znając realia świata branży IT?

Nie znając angielskiego w branży IT będzie mu bardzo ciężko.

Natomiast bardzo dobrze znając angielski będzie mu bardzo latwo.

Szybciej nauczy się nowych rzeczy, wyszuka dobre rozwiązania w sieci, znajdzie lepszą pracę, na przykład zdalną u zagranicznych firm.

Jeśli już chce grać, niech wszystko ustawia sobie po angielsku, nawet Windowsa.

 

Co byś poradził rodzicom, którzy pragną wykształcić językowo swoje dzieci?

Radziłbym zaczynać od angielskiego.

Jest najłatwiejszy do opanowania ze wszystkich języków i jest mnóstwo dostępnych materiałów, z których można się uczyć.

Dzieci przed podstawówką w mgnieniu oka łapią podstawy, które przyswajają poprzez oglądanie kreskówek.

Jeśli już mamy włączyć maluchom Netflixa czy YouTube for Kids to najlepiej po angielsku.

Ja oglądałem dużo Cartoon Network na kablówce. 

Potem od pierwszych lat podstawówki trzeba zapisać dziecko do dobrej szkoły językowej, tak jak ja zaczynałem u Pana, będąc chyba w drugiej klasie.

Nauka potrwa do matury, ale po drodze zdobędzie ono kilka certyfikatów.

Z dobrą znajomością angielskiego można swobodnie pomieszkać w różnych krajach i tam nauczyć się ich języków.

Większość stolic Europy oferuje darmowe kursy w domach kultury.

Z natury rzeczy są one prowadzone przez native speakerów danego języka.

Mieszkanie na co dzień wśród danego języka szalenie przyspiesza jego naukę.

Z każdym kolejnym opanowanym językiem łatwiej jest zacząć następny.

Tej ostatniej rady nauczyłem się na własnych błędach.

Mieszkałem w Paryżu i Barcelonie, ale ani francuskiego, ani hiszpańskiego dobrze się nie nauczyłem.

A mogłem i powinienem był.

 

Dziękuję Ci za romowę.

Leave a reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.