
Czy nauka języka angielskiego w Ostrołęce może być początkiem międzynarodowej drogi? Łukasz zaczynał swoją przygodę z angielskim jako uczeń EnglishTop w Ostrołęce. W wieku 15 lat zdobył certyfikat Cambridge CAE, później studiował w języku angielskim w Polsce i w Nowym Jorku, a dziś od 14 lat mieszka w Singapurze.
Zawodowo zajmuje się zaawansowanymi systemami komputerowymi i współpracuje z ludźmi oraz firmami z różnych części świata. W 2020 roku został wyróżniony w MIT Technology Review Innovators Under 35 Asia Pacific za rozwiązanie stworzone w startupie Archanan. (innovatorsunder35.com)
W rozmowie wraca jednak znacznie dalej – do Ostrołęki, pierwszych lekcji angielskiego i rozmowy z tatą, która zmieniła jego podejście do języka. Opowiada też o Singapurze, Nowym Jorku, studiach, technologii, przedsiębiorczości oraz o tym, dlaczego angielski przestał być dla niego szkolnym przedmiotem, a stał się fundamentalnym narzędziem.
– Wróćmy do początków. Pamiętasz swoje pierwsze kroki w nauce języka angielskiego i moment, który ostatecznie zaprowadził Cię do EnglishTop w Ostrołęce?
Łukasz: Pamiętam dokładnie jak to się wszystko zaczęło. Swoją edukację zacząłem w prywatnej szkole, która kładła nacisk na języki obce od początku. Pamiętam, jakby to było wczoraj, że mieliśmy wspaniałą, choć wymagającą pedagog. No i dzieciaki jak to dzieciaki stękały, że nie lubią uczyć się angielskiego. Ja przyjąłem też tą narrację i powiedziałem to w domu. Dokładnie pamiętam, reakcję mojego taty. Posadził mnie na kolana i powiedział: “synku, nie musisz lubić nauczyciela, bo to nie nauczyciel definiuje język. Język angielski pozwoli ci na komunikację z ludźmi z całego świata, da dużo możliwości i pozwoli ci się wiele nauczyć”.
– Wygląda na to, że ta rozmowa z tatą naprawdę w Tobie została. Co zrobiłeś później?
Łukasz: Pamiętam, że przez całą noc przetwarzałem to w głowie. Krótko potem poprosiłem tatę, żeby zapisał mnie do Englishtop, gdzie zaczął mnie Pan uczyć.
– Co z dzisiejszej perspektywy okazało się najważniejsze w tamtym okresie nauki?
Łukasz: Mam wrażenie, że sukcesem tutaj było zarówno Pana jak i moje podejście, gdzie obie strony wkładały w to 110% energii. Więc odpowiadając na Pana pytanie, w domu powstał katalizator, a pod Pana okiem zbudowałem bardzo solidny fundament.
– Dzisiaj od Ostrołęki dzieli Cię kawał świata. Czy możesz powiedzieć gdzie obecnie jest Twój dom?
Łukasz: Z przyjemnością! Od 14 lat mieszkam w Singapurze. Moja żona i mój syn są Singapurczykami. Życie układa nam się wspaniale. Niedawno zakończyliśmy renowację domu i mieszkamy teraz 5 minut od plaży.
– A jak wygląda językowa codzienność Waszej rodziny?
Łukasz: Singapur ma 4 języki urzędowe, z których wiodącym jest język angielski. W domu rozmawiamy po angielsku, chociaż ja uczę synka mówić po polsku, a moja żona po mandaryńsku. Oprócz tego ma też zajęcia z języka mandaryńskiego w szkole, co jest tutaj wymogiem.
– Czy po tylu latach pracy międzynarodowej w ogóle zastanawiasz się jeszcze nad tym, że na co dzień funkcjonujesz po angielsku?
Łukasz: Praca z zespołami czy też osobami z różnych zakątków świata, to dla mnie norma, przywykłem do tego tak, że się nad tym nawet nie zastanawiam. Przyznam, że kiedy rozmawiam na tematy branżowe w języku polskim, zawodzi moja terminologia. Chociaż na swoją obronę muszę powiedzieć, że studiowałem w języku angielskim zarówno w Polsce jak i Nowym Jorku.
– Przejdźmy do Twojej pracy. Czym zajmujesz się dzisiaj zawodowo?
Łukasz: Zawodowo, specjalizuję się w złożonych, rozproszonych systemach obliczeniowych oraz bezpieczeństwem systemów. Dla przykładu, są to systemy płatnicze, węzły blockchain, systemy do modelowania np.: pogody, dynamiki molekularnej, dynamiki płynów, itd., albo systemy inferencji statystycznej czy też orkiestracja modeli językowych, na czym opiera się współczesna, szeroko pojęta sztuczna inteligencja.
– Brzmi imponująco, ale również bardzo technicznie. A gdzie na świecie znajdują się ludzie i firmy, z którymi pracujesz?
Łukasz: Prowadzę działalność konsultingową, (chociaż czasami podpisuję z klientami kontrakty na wyłączność); mówię o tym, ponieważ moi klienci/współpracownicy są rozsiani po całym świecie. Najczęściej są na Bliskim Wschodzie, w Hong Kongu albo w Stanach Zjednoczonych.
– Kiedy patrzysz na swoją drogę, potrafisz wskazać jedno osiągnięcie, z którego jesteś najbardziej dumny?
Łukasz: Jeżeli chodzi o osiągnięcia, to przyznam, że trudno mi jest wybrać jedną perełkę, bo osobiście jak i zawodowo nie robię rzeczy na pół gwizdka.
– Zacznijmy więc od jednego z pierwszych. W wieku 15 lat zdobyłeś Cambridge CAE. Jak wspominasz ten etap?
Łukasz: Jedna z pierwszych rzeczy, które przychodzą mi do głowy to to, że pod Pana okiem udało mi się w wieku 15 lat zdobyć certyfikację CAE, byłem wtedy najmłodszy w grupie.
– Później pojawiły się studia w Stanach Zjednoczonych.
Łukasz: Pod kątem edukacji, jestem z siebie zadowolony, że dostałem się na program doktorski na Stony Brook w Nowym Jorku, z czesnym w całości opłaconym przez stan Nowy Jork. Przyznam, że nie obroniłem pracy doktorskiej, bo założyłem firmę w oparciu o moje badania, ale zamknąłem wszystkie kursy i otworzyłem przewód doktorski po 2 semestrach.
– Wśród Twoich osiągnięć jest też międzynarodowe wyróżnienie związane z technologią.
Łukasz: Jestem bardzo dumny z wyróżnienia MIT Technology Review Innovators 35 Under 35, które dostałem w 2020 roku za mój emulator superkomputera (po polsku chyba, niefortunnie z resztą, nazywają się one komputery dużej mocy), który opracowałem w moim własnym startupie Archanan (pozdrawiam fanów Men In Black). Jest to nagroda przyznawana co roku 35 osobom na całym świecie za przełomowe osiągnięcia technologiczne.
Przyp. red.: Łukasz Orłowski został wyróżniony w edycji MIT Technology Review Innovators Under 35 Asia Pacific 2020 za rozwiązanie Archanan – chmurowy silnik emulacji systemów superkomputerowych. (innovatorsunder35.com)
– Oprócz wiedzy i osiągnięć zwracasz uwagę również na dyscyplinę.
Łukasz: Muszę też dodać, że też cieszę się, że jestem mocno zdyscyplinowany, mimo dość silnego ADHD, które nauczyłem się obracać na swoją korzyść (podczas gdy większość ludzi traktuje to jako wymówkę).
– A co było dla Ciebie największym przełomem w sposobie myślenia o własnej wartości zawodowej?
Łukasz: Ale podsumowując, największym przełomem dla mnie, było zrozumienie tego, że moja większa wartość wypływa z połączenia kilku dziedzin i odmiennego patrzenia na ich przekrój. W moim przypadku jest to dobra znajomość matematyki, systemów komputerowych, programowania, ale również przedsiębiorczości, prawa podatkowego i zarządzania.
– Jak ważna jest dzisiaj znajomość języka angielskiego dla młodego człowieka, który chce działać na arenie międzynarodowej?
Łukasz: Słowem wstępu powiem tak: język angielski nie jest opcjonalny. Musisz znać i koniec, bez wymówek.
– Dlaczego stawiasz sprawę aż tak zdecydowanie?
Łukasz: Zróbmy proste ćwiczenie myślowe; w Polsce mamy ok. 40 milionów ludzi. W Indiach jest półtora miliarda i to samo w Chinach. To znaczy, że jednego Polaka przypada 70 osób wyłącznie w tych dwóch krajach. Tym tokiem rozumowania idąc, niezależnie jak dobry czy dobra w czymś jesteś, statystycznie (w dużym uproszczeniu), jest co najmniej 70 osób które są w tym samym równie dobrze. A nie wspominam o tych, które są lepsze. Jeżeli nie jesteś w stanie sprzedać siebie na scenie międzynarodowej, tą pozycję zajmie ktoś inny. A w jaki sposób chcesz to zrobić, bez chociaż rudymentarnych umiejętności językowych? Każdy komunikuje się po angielsku, lepiej czy gorzej, ale jednak to robi.
– Kiedy sam po raz pierwszy poczułeś, że angielski stał się realnym narzędziem, a nie tylko umiejętnością, której się uczysz?
Łukasz: U mnie moment tej realizacji miał miejsce, mam wrażenie, na studiach inżynierskich. Studiowałem w języku angielskim, i bez fałszywej skromności muszę przyznać że moja władza języka angielskiego była w czołówce studentów (w sumie to i kadry naukowej) na moim roku. Przez cały ten czas nie chciałem się przywiązywać do konkretnego miejsca, konkretnego kraju. W mojej głowie chciałem spróbować paru miejsc, zanim zarzucę kotwicę.
– Co najbardziej zaskoczyło Cię wtedy w podejściu innych ludzi do języka angielskiego?
Łukasz: Co było dla mnie szokujące, to to jak wiele osób postrzegało wymóg, nie tyle swobody używania, co samej znajomości języka angielskiego jako niebosiężne wyzwanie (przymiotnik “insurmountable” w języku angielskim doskonale to oddaje).
– Kiedy angielski przeszedł pierwszy prawdziwy test w międzynarodowym środowisku zawodowym?
Łukasz: Po drugim chyba roku zrobiłem staż w banku. Tak się złożyło, że projekt wymagał pracy bezpośrednio z konsultantami ze Stanów, RPA i Anglii. I tutaj miało miejsce małe zderzenie z rzeczywistością, ponieważ mimo, że kwestie zawodowe mogłem omawiać bez problemu, brakowało mi kolokwialnego języka, żeby móc żartować czy komentować pewne kuriozalne obserwacje.
– Co wtedy zrobiłeś?
Łukasz: Zamiast zwinąć się z kłębek i płakać, zacząłem spotykać się moimi współpracownikami po pracy, na drinka czy kolację, żeby ćwiczyć. No i dużo mi to dało.
– Masz historię, która najlepiej pokazuje, jak daleko później zaszła ta swoboda językowa?
Łukasz: Zrobię duży przeskok myślowy, ale lata później, kiedy otwierałem konto bankowe w Setauket, NY, pani poprosiła mnie o dowód tożsamości. Kiedy dałem jej polski paszport powiedziała “no fajnie, też chciałabym mieć dwa obywatelstwa, ale będę potrzebowała twojego prawa jazdy wydanego przez stan Nowy Jork”. Kiedy powiedziałem jej, że dopiero co tutaj przyjechałem i to jest jedyny dokument który mogę jej dać otworzyła szeroko oczy i zapytała “to dlaczego brzmisz tak jak my?”.
– Jak podsumowałbyś moment, w którym zmieniło się Twoje podejście do języka?
Łukasz: Wracając do pytania, moment ten był wtedy, kiedy przestałem patrzeć na język jak na wyzwanie a zacząłem patrzeć jak na fundamentalne narzędzie.
– Pracujesz z ludźmi z wielu części świata. Czy swoboda językowa pomaga Ci również poza czysto zawodową komunikacją?
Łukasz: Absolutnie tak. I tutaj właśnie wchodzi wspomniana przeze mnie wcześniej swoboda leksykalna. Mimo, że uważam, że moja władza języka angielskiego jest bardzo dobra, codziennie uczę się jakiegoś nowego wyrażenia, czy tego, że ludzie z takiego i takiego regionu wymawiają jakieś słowo tak, czy inaczej. Pewnie powiedzenia występują w jednym dialekcie angielskiego, ale są nieobecne w innych. Jest to fajna zabawa ale jednocześnie wyzwanie.
– A jak przekłada się to na budowanie relacji?
Łukasz: To niesamowicie pomaga w budowaniu relacji. Nawiązanie do kontekstu kulturowego czy też humorystyczne przekształcenie wymowy jest doskonałym sposobem na przełamanie lodów. Co więcej, zauważyłem, że próba zagłębienia się w kontekst kulturowy rozmówcy, bardzo często prowadzi do zainteresowania zwrotnego.
– Wróćmy na koniec symbolicznie do Ostrołęki. Co powiedziałbyś dzisiaj młodemu chłopakowi lub dziewczynie siedzącym w ławce w EnglishTop, którzy mają wielkie marzenia, ale nie wiedzą jeszcze, jak zacząć?
Łukasz: Tutaj chciałbym użyć cytatu z filmu pt.: “Chłopaki nie płaczą”. Był tam taki koleś co wołali na niego Laska, syn Marioli i Staszka. On powiedział coś niezwykle ważnego, co jest moją mantrą: “musisz sobie zadać jedno bardzo ważne pytanie: co chcesz w życiu robić, a potem zacznij to robić”. Tak jak może to brzmieć pyszałkowato i głupkowato, wcale tak nie jest.
– A co powinno wydarzyć się po tym pierwszym kroku?
Łukasz: Japończycy nazywają to kaizen (改善): niekończące się doskonalenie. Za pierwszym razem nic nie wychodzi. A jeżeli wyjdzie, to nigdy tego nie docenisz. Musisz się odbić od rzeczywistości, obić sobie (figuratywną) japę, aż opadnie ci kita i nauczysz się, że nie od razu Rzym zbudowano.
– Perfekcjonizm pomaga czy przeszkadza w osiąganiu celu?
Łukasz: Naucz się polegać na sobie, i doceniać małe sukcesy. Co więcej, perfekcjonizm to twój wróg. Nikogo nie obchodzi ile energii w coś włożyłaś/eś, ważny jest efekt. Lepiej dostarczyć coś i to ulepszyć później, niż wypalić się na dopieszczaniu czegoś, co nie zobaczy światła dziennego.
– A co powiedziałbyś uczniom, którzy boją się mówić po angielsku, bo mogą popełnić błąd?
Łukasz: W kontekście nauki języka, nie musisz wysławiać się jak Brytyjska szlachta; musisz przekazać myśl zwięźle. Jak popełniasz błędy, ucz się z nich. Im większa wtopa, tym bardziej to zapamiętasz.
– I na koniec: co z ludźmi, którzy czują, że ich otoczenie albo miejsce, z którego pochodzą, ogranicza ich możliwości?
Łukasz: Twoje otoczenie kształtuje twój światopogląd przez pryzmat własnych doświadczeń, ale jeżeli chcesz się wyrwać ponad ten szklany sufit, będziesz musiał podjąć ryzyko i zaufać sobie. I co jest w tym wszystkim najważniejsze, przygotuj się na porażki i nie zniechęcaj się. Pamiętaj, dobre decyzje wynikają z doświadczenia, a doświadczenie, wynika ze złych decyzji.
Historia Łukasza pokazuje, że nauka języka angielskiego nie kończy się wraz z egzaminem ani zdobyciem certyfikatu. Z czasem język może stać się narzędziem do studiowania, pracy, prowadzenia biznesu i budowania relacji z ludźmi na całym świecie.
Droga Łukasza zaczęła się od nauki angielskiego na poważnie w EnglishTop w Ostrołęce, przez egzaminy Cambridge, a później studia w języku angielskim, Nowy Jork, Singapur i międzynarodowy świat technologii.
Jedno z jego zdań dobrze podsumowuje tę drogę:
„(…) moment ten był wtedy, kiedy przestałem patrzeć na język jak na wyzwanie a zacząłem patrzeć jak na fundamentalne narzędzie.”